Shakur Stevenson - Teofimo Lopez W12
Zastanawiałem się nad Stevensonem ponieważ to miałaby być 4 kategoria wagowa w której miałby zostać mistrzem. 4 to już naprawdę dużo. Większość nawet bardzo klasowych zawodników przy czwartej to już rozmienia się na drobne. Shakur jednak ten przeskok zniósł koncertowo. Nowe kilogramy od strony wizualnej dobrze leżały. Miał odpowiednia dynamikę ciosu, siłę ciosu oraz siłę fizyczna. W ten oto sposób srebrny medalista olimpijski, który jako prospekt niby miał talent ale brakowało mu ciosu i siły fizycznej, powoli, mozolnie został prawidłowo zbudowany do 4 mistrzowskiej wagi.
Lopez znowu pokazał, ze nie jest zbyt bystry. Przeciwników takich jak Shakur, dobrych w obronie, śliskich, należy bić na korpus tak jakby jutro miało już nie nadejść. Bo na dół są dużo łatwiejsi do trafienia niż na górę. Nawet jeden z króli śliskiego stylu - Floyd Mayweather - powinien 116:112 przegrać z ogólnie gorszym od siebie rywalem, ale bodypuncherem Jose Luisem Castillo w pierwszej walce. W drugiej walce gdy legendarny Floyd spiął się na 100% swoich fizycznych i taktycznych możliwości to i tak powinien wygrać tylko 115:113.
Lopez zaczął bić Stevensona regularnie na korpus dopiero w okolicach połowy walki a najcenniejsze bodypunche to są właśnie te z pierwszych rund, gdzie maja czas aby się odłożyć i osłabić rywala. Gdyby Teofimo od początku bił po dołach dużo, to miałby duże szanse wypaść mniej słabo.
Josh Kelly - Bakhram Murtazaliev W12
Bakhram Murtazaliev w poprzednim pojedynku odniósł zwycięstwo życia. Z Timem Tszyu. Efekt? Bakhram nie walczył przez 15 miesięcy, tak jakby to on dostał łomot od Tszyu i musiał dać o swojej kompromitacji zapomnieć, a Tszyu w tym czasie zdążył stoczyć już 3 walki.
Kelly wiec wygrał z cholernie nierozboksowanym Murtazalievem dzieki nokdaunowi, gdzie lewym prostym złapał rywala gdy zle stał na nogach. Szkoda.
Keyshawn Davis - Jamaine Ortiz TKO12
Davis błyszczy. Najpierw rozszarpał Berinczyka, który pokonał Navarette. Teraz z Ortizem wypadł dużo lepiej niż Teofimo Lopez i past prime Łomaczenko
Serhii Bohachuk - Radzhab Butaev W10
Zastanawiałem się ile zostało z Bohanczuka bo jednostronnym laniu z rak Adamsa. Czy jest jeszcze tym samym człowiekiem? Bo Adams bił w niego jak w bęben. Bohanczuk nie sprawiał wrażenia rozbitego. A czy ten jego awans do 160 to przypadkiem nie wynika tylko z tego, ze po porażce poszedł leczyć żal w koryto? Bo odniosłem wrażenie że ma więcej niż zwykle tkanki tłuszczowej a i ciosy mniej ostre niż zwykle. Czyżby go zerwali z kanapy? Punktować nie punktowałem ale odniosłem wrażenie ze Split Decision to za dużo dla Buateva
Lubie Maxa Kellermana, ma czasem bardzo ciekawe przemyślenia, ale z twierdzeniem o tym jaki to punishment latał w tej walce to przesadził. Spoko wojenka ale bez przesady.
Radivoje Kalajdzic - Oleksandr Gvozdyk TKO7
Szkoda. Gvozdyk był w naprawdę dobrej tu formie. Nie był taki jak z Benavidezem, aż kwadratowy od koksu i z mocno zauważalnym spadkiem szybkości przez to. Gvozdyk był szczupły, szybki, ostry a bicie ciosów przychodziło mu z łatwością. Lał Kalajdzicia i rzucał na deski. Wyglądał jak kilka milionów dolarów. Niestety w 7 rundzie Kalajdzic kilka razy trafił go prawym na głowę. Gvozdyk nie padł na deski, nie przegrał przed czasem, niby po chwili chodził na nogach zdatnie ale miał tak mocno podrażniony układ nerwowy ze nie był w stanie się bronić. Albo nie widział ciosów albo już nie był w stanie zareagować.
Gvozdyk po Beterbievie ponad 3 lata przerwy. Potem ponad rok bujania sie z dostarczycielami zwycięstw, z Benavidezem ostro przekoksował, no a teraz 38 lat i wyszarpnięty z kapci. Może być po karierze. Szkoda.
Jacob Bank - William Scull TKO12
Niby Bank wypadł wyraźnie lepiej niz legendarny Saul Alvarez ze Scullem parę miesięcy temu ale Scull nie sprawiał wrażenia specjalnie przygotowanego. Czyżby po utracie pasa wszedł w tryb nieprzesadnie przygotowanego, ekskluzywnego journeymana przegrywającego w domciu u rywala?
Bank zrobił pozytywne wrażenie, duży, silny koń, w pięknym wieku, z dobrym lewym prostym, dobrze rozkładający siły, przykładający się do jabu, nie szalejący niepotrzebnie z power punchami, mający chyba kraj i piniendze za sobo. Pokazał tez jednak chuligańskie momenty, opuszczone ręce. A skoro duży i silny koń to czemu tylko 10 zwycięstw przez KO w 18 walkach? Jak jakis zawodnik bez ciosu lub z ciosem przeciętnym. Nabrał męskiej siły wraz z wiekiem ostatnio? Rozkoksował się? Zastanawiam się jak to rozumieć.
Widziałem porównania do rodaka Mikkela Kesslera ale on mi bardziej młodego Carla Frocha przypomina. Pamięć mi podpowiada, ze Kessler za młodu był bardziej ułożony.
Xander Zayas - Abass Baraou W12
Zayas ma odpowiednie warunki fizyczne, piękny wiek, odpowiednią szybkość rąk, szybkość nóg, technikę, umiejętności, kondycje, ilość wyprowadzanych ciosów. Potrafi walczyć ale nie ma ciosu i mnie nudzi. Ten sędzia co to punktował dla Baraou to w nagrodę powinien złapać śmierć przez rozstrzelanie.
Różności Bokserskie
Re: Różności Bokserskie
Brandon Figueroa - Nicky Ball TKO12
Walka wyszła mniej efektowna niz myslalem ze bedzie. Ball z kolei walczył gorzej niz sie po nim spodziewałem. W pierwszej połowie w wiekszosci przypadków nie jabował wchodzac w półdystans, wielokrotnie zostawiał przy atakach nogi z tyłu, nie bił na korpus i mega twardemu Figueroa starał sie zrobic krzywde co, przy braku dobrego ciosu u Balla, było debilnym marnowaniem sił co przelozyło sie na wieksze zmeczenie pod koniec pojedynku.
Do tego pomiedzy atakami Ball za mało chodził na nogach wiec pozostawał zbyt blisko rywala i przez to wiecej zbierał. Po kilku pierwszych rundach Ball walczył lepiej, nie nastawiał sie debilnie na KO, wiecej jabował i rywala ktory zwolnił łapał na fajne bombki na glowe. Pod koniec dystansu Brytyjczyk zwolnił ze zmeczenia ale walka była wyrównana wiec w UK zapewne był 3 minuty od obrony tytułu mistrza swiata ale wtedy Figueroa miał farta. Wyszedł mu mocny lewy na lewy na punkt. Zabójczy typ ciosu. Ciosu jaki nie wychodzi niemalże nigdy, bo potrzeba szczęścia aby tak trafić, ale jemu wyszedł i Amerykanin wygrał walkę którą za 3 minuty zapewne by przegrał.
ps Ball nosił rękawice japonskiej marki "Winning", które nosi sie w ogromnej wiekszosci przypadków wtedy gdy zawodnik ma nielekkie problemy z dłońmi.
Walka wyszła mniej efektowna niz myslalem ze bedzie. Ball z kolei walczył gorzej niz sie po nim spodziewałem. W pierwszej połowie w wiekszosci przypadków nie jabował wchodzac w półdystans, wielokrotnie zostawiał przy atakach nogi z tyłu, nie bił na korpus i mega twardemu Figueroa starał sie zrobic krzywde co, przy braku dobrego ciosu u Balla, było debilnym marnowaniem sił co przelozyło sie na wieksze zmeczenie pod koniec pojedynku.
Do tego pomiedzy atakami Ball za mało chodził na nogach wiec pozostawał zbyt blisko rywala i przez to wiecej zbierał. Po kilku pierwszych rundach Ball walczył lepiej, nie nastawiał sie debilnie na KO, wiecej jabował i rywala ktory zwolnił łapał na fajne bombki na glowe. Pod koniec dystansu Brytyjczyk zwolnił ze zmeczenia ale walka była wyrównana wiec w UK zapewne był 3 minuty od obrony tytułu mistrza swiata ale wtedy Figueroa miał farta. Wyszedł mu mocny lewy na lewy na punkt. Zabójczy typ ciosu. Ciosu jaki nie wychodzi niemalże nigdy, bo potrzeba szczęścia aby tak trafić, ale jemu wyszedł i Amerykanin wygrał walkę którą za 3 minuty zapewne by przegrał.
ps Ball nosił rękawice japonskiej marki "Winning", które nosi sie w ogromnej wiekszosci przypadków wtedy gdy zawodnik ma nielekkie problemy z dłońmi.
Re: Różności Bokserskie
Vince Phillips (48-12-1, 34 KO)
https://boxrec.com/en/box-pro/1629
Młodzienczy przyjaciel Roya Jonesa jr z ich rodzinnej Pensacoli. Mistrz swiata IBF 140 z trzema obronami, sprawca jednej z najwiekszych sensacji lat 90-tych gdy znokautował Kostye Tszyu oraz niewykorzystany talent - Vince Phillips. Od dekad obiecywałem sobie ze wreszcie obejrze jego kariere. Obejrzałem. Od młodego, gniewnego prospekta do wyniszczonego dziadka i ekskuzywnego journeymana.
Phillips mógł osiągnąć znacznie więcej. Miał odpowiednie warunki fizyczne, szybkość i umiejętności, uderzenie, niesamowita kondycje (widziałem walki gdzie wyprowadzał ponad 1400 lub nawet 1559 ciosów), odporność na ciosy i serce do walki. Niestety lubił ćpać. A jak przestał ćpać to zamienił to na żarcie i tycie, do tego występował również w 147 mimo bycia zawodnikiem 140, przez co tracił cześć atutów.
Kostya Tszyu był JEDYNYM mocnym rywalem Phillipsa gdy Vince był w odpowiednim wieku, w odpowiedniej formie, w odpowiedniej wadze (140), gdy nie cpał, nie zarł i w pełni sie przygotował. Tszyu był w dobrej formie a Phillips go po prostu rozszarpał.
Tszyu pasował Phillipsowi? Możliwe, bo Vince wypadł podejrzanie dobrze. Czy Phillips wykazał przereklamowanie Tszyu? Jeszcze sie nad tym zastanawiam. W kazdym razie po trzech obronach tytułu Phillips sie zapuścił, w szybkim tempie zrzucił i w obronie z Terronem Milletem sie po prostu wyniszczony wykoleił. Potem było juz z górki. A jeszcze potem matka jego dzieci wrzuciła na youtube film gdzie twierdzi ze ukradł pieniądze przeznaczone dla ich dzieci i ona go teraz chce martwego lub we więzieniu.
https://boxrec.com/en/box-pro/1629
Młodzienczy przyjaciel Roya Jonesa jr z ich rodzinnej Pensacoli. Mistrz swiata IBF 140 z trzema obronami, sprawca jednej z najwiekszych sensacji lat 90-tych gdy znokautował Kostye Tszyu oraz niewykorzystany talent - Vince Phillips. Od dekad obiecywałem sobie ze wreszcie obejrze jego kariere. Obejrzałem. Od młodego, gniewnego prospekta do wyniszczonego dziadka i ekskuzywnego journeymana.
Phillips mógł osiągnąć znacznie więcej. Miał odpowiednie warunki fizyczne, szybkość i umiejętności, uderzenie, niesamowita kondycje (widziałem walki gdzie wyprowadzał ponad 1400 lub nawet 1559 ciosów), odporność na ciosy i serce do walki. Niestety lubił ćpać. A jak przestał ćpać to zamienił to na żarcie i tycie, do tego występował również w 147 mimo bycia zawodnikiem 140, przez co tracił cześć atutów.
Kostya Tszyu był JEDYNYM mocnym rywalem Phillipsa gdy Vince był w odpowiednim wieku, w odpowiedniej formie, w odpowiedniej wadze (140), gdy nie cpał, nie zarł i w pełni sie przygotował. Tszyu był w dobrej formie a Phillips go po prostu rozszarpał.
Tszyu pasował Phillipsowi? Możliwe, bo Vince wypadł podejrzanie dobrze. Czy Phillips wykazał przereklamowanie Tszyu? Jeszcze sie nad tym zastanawiam. W kazdym razie po trzech obronach tytułu Phillips sie zapuścił, w szybkim tempie zrzucił i w obronie z Terronem Milletem sie po prostu wyniszczony wykoleił. Potem było juz z górki. A jeszcze potem matka jego dzieci wrzuciła na youtube film gdzie twierdzi ze ukradł pieniądze przeznaczone dla ich dzieci i ona go teraz chce martwego lub we więzieniu.
Re: Różności Bokserskie
Osleys Iglesias - Pavel Silyagin RTD8
Iglesias ma swoje zalety. Jest wysoki, ma długie ręce, odwrotna pozycje, potrafi uderzyć, kondycja poki co nie wygląda źle, dobrze rozklada siły, pomimo az 93% wygranych przez KO nie napala sie na nokaut tylko na niego systematycznie pracuje. Niestety w walkach w ktorych go widziałem prawie wcale nie bił na koprus a jab wyprowadzany był często na odpierdol.
Nie bicie na korpus prawie wcale to DUŻA wada dla piesciarza ofensywnego. W ten sposób Iglesias duza czesc swojego potencjału bokserskiego wyrzuca do śmietnika i czyni sie wyraznie gorszym pięściarzem.
Dlatego własnie walka z Silyaginem potrwała tak długo pomimo tego, ze Silyagin jest wyraznie gorszym piesciarzem, nie ma ciosu (wiec Kubanczyk nie mial sie czego bac) a ring na którym walczyli był malutki. Bo Cubano prawie wcale nie bije na korpus i nie miało co spowolnić Silyagina.
W ten sposób bedzie mu wyraznie ciezej zarowno wygrywac przed czasem jak i na punkty. Tak, czyli olewając 80% strefy trafiania. Iglesias musi takze pracowac na jabem. W większości od niechcenia taki jest.
Po walkach jakie widziałem odnosze wrazenie ze Iglesias nie ma niewiadomo jakiego pojedynczego ciosu, tylko jest kumulatorem.
Iglesias ma swoje zalety. Jest wysoki, ma długie ręce, odwrotna pozycje, potrafi uderzyć, kondycja poki co nie wygląda źle, dobrze rozklada siły, pomimo az 93% wygranych przez KO nie napala sie na nokaut tylko na niego systematycznie pracuje. Niestety w walkach w ktorych go widziałem prawie wcale nie bił na koprus a jab wyprowadzany był często na odpierdol.
Nie bicie na korpus prawie wcale to DUŻA wada dla piesciarza ofensywnego. W ten sposób Iglesias duza czesc swojego potencjału bokserskiego wyrzuca do śmietnika i czyni sie wyraznie gorszym pięściarzem.
Dlatego własnie walka z Silyaginem potrwała tak długo pomimo tego, ze Silyagin jest wyraznie gorszym piesciarzem, nie ma ciosu (wiec Kubanczyk nie mial sie czego bac) a ring na którym walczyli był malutki. Bo Cubano prawie wcale nie bije na korpus i nie miało co spowolnić Silyagina.
W ten sposób bedzie mu wyraznie ciezej zarowno wygrywac przed czasem jak i na punkty. Tak, czyli olewając 80% strefy trafiania. Iglesias musi takze pracowac na jabem. W większości od niechcenia taki jest.
Po walkach jakie widziałem odnosze wrazenie ze Iglesias nie ma niewiadomo jakiego pojedynczego ciosu, tylko jest kumulatorem.
Re: Różności Bokserskie
Naoya Inoue - Junto Nakatani W12
Nakatani bardzo zawiódł z Hernandezem. Śmiało mógł to przegrać. Zawodził tez w pierwszej połowie walki z Inoue. Po prostu Naoya go wyboksowywał runda po rundzie i to przy pomocy niespecjalnie wyrafinowanego boksu. Mniej więcej od połowy pojedynku Nakatani zaczął jednak trafiać i radzić sobie zdecydowanie lepiej.
Jaka była tego przyczyna? Innoue sie zmęczył (nie odniosłem takiego wrażenia)? Nakatani wystarczająco się rywala nauczył? Junto sie w końcu przełamał psychicznie i zaryzykował? Kilka powyższych czynników jednocześnie w jakichś proporcjach? Cały czas się nad tym zastanawiam.
W 11 najpierw doszło do zderzenia głowami i nielekkiego, krwawiącego rozcięcia Nakatani a następnie Inoue zranił rywala i na tej fali wygrał 12 rundę. Czy końcówka byłaby dla Inoue dużo gorsza gdyby wtedy nie zranił mocno rozpędzonego Junto? Czy zderzenie głowami pomogło w tym zranieniu? Tez się nad tym zastanawiam.
Czytałem ostatnio na boxing.pl artykuł ze Inoue może juz byc rozbity ale ja uważam, że przyczyna jest zupełnie inna. Widziałem wszystkie walki mistrzowskie Japończyka, czyli niemalże wszystkie jego pojedynki i Naoya nie zebrał dużo w karierze. Moim zdaniem przyczyna jego gorszej prezencji w ostatnich latach, tego że rzadziej wygrywa przed czasem, zaczął padać na deski, przegrywać więcej rund i się męczyć z przeciwnikami jest taka, że poszedł za wysoko z waga.
Zawodnicy idąc w górę kategorii wagowych zwykle rozmieniają swoja klasę sportowa. Inoue i tak był dosyć odporny na ten proces i zaskakująco wysoko zaniósł swoja klasę sportowa TOP P4P, szybkość oraz siłę ciosu. W ostatnich latach jest mu wyraźnie ciężej niż kiedyś bo rywale są więksi, a wiec łatwiej jest im siegnac Inoue, do tego są coraz silniejsi.
Poza tym Naoya ma ofensywny styl walki a wiec styl walki gdzie się zbiera a nie jest przy tym bardzo dobry w obronie. W defensywie jest porządny a to trochę za mało z niektórymi rywalami gdy poszło się tak wysoko z waga i jest się ofensorem. Na koniec Japończyk nie bije już tak mocno jak kiedyś, a to ośmiela rywali do ataków. Stad słabsza prezencja w ostatnich latach. Nie rozbicie. "Potwór" po prostu zniknął wraz z kilogramami ale zdecydowana większość Inoue jeszcze została.
Nakatani bardzo zawiódł z Hernandezem. Śmiało mógł to przegrać. Zawodził tez w pierwszej połowie walki z Inoue. Po prostu Naoya go wyboksowywał runda po rundzie i to przy pomocy niespecjalnie wyrafinowanego boksu. Mniej więcej od połowy pojedynku Nakatani zaczął jednak trafiać i radzić sobie zdecydowanie lepiej.
Jaka była tego przyczyna? Innoue sie zmęczył (nie odniosłem takiego wrażenia)? Nakatani wystarczająco się rywala nauczył? Junto sie w końcu przełamał psychicznie i zaryzykował? Kilka powyższych czynników jednocześnie w jakichś proporcjach? Cały czas się nad tym zastanawiam.
W 11 najpierw doszło do zderzenia głowami i nielekkiego, krwawiącego rozcięcia Nakatani a następnie Inoue zranił rywala i na tej fali wygrał 12 rundę. Czy końcówka byłaby dla Inoue dużo gorsza gdyby wtedy nie zranił mocno rozpędzonego Junto? Czy zderzenie głowami pomogło w tym zranieniu? Tez się nad tym zastanawiam.
Czytałem ostatnio na boxing.pl artykuł ze Inoue może juz byc rozbity ale ja uważam, że przyczyna jest zupełnie inna. Widziałem wszystkie walki mistrzowskie Japończyka, czyli niemalże wszystkie jego pojedynki i Naoya nie zebrał dużo w karierze. Moim zdaniem przyczyna jego gorszej prezencji w ostatnich latach, tego że rzadziej wygrywa przed czasem, zaczął padać na deski, przegrywać więcej rund i się męczyć z przeciwnikami jest taka, że poszedł za wysoko z waga.
Zawodnicy idąc w górę kategorii wagowych zwykle rozmieniają swoja klasę sportowa. Inoue i tak był dosyć odporny na ten proces i zaskakująco wysoko zaniósł swoja klasę sportowa TOP P4P, szybkość oraz siłę ciosu. W ostatnich latach jest mu wyraźnie ciężej niż kiedyś bo rywale są więksi, a wiec łatwiej jest im siegnac Inoue, do tego są coraz silniejsi.
Poza tym Naoya ma ofensywny styl walki a wiec styl walki gdzie się zbiera a nie jest przy tym bardzo dobry w obronie. W defensywie jest porządny a to trochę za mało z niektórymi rywalami gdy poszło się tak wysoko z waga i jest się ofensorem. Na koniec Japończyk nie bije już tak mocno jak kiedyś, a to ośmiela rywali do ataków. Stad słabsza prezencja w ostatnich latach. Nie rozbicie. "Potwór" po prostu zniknął wraz z kilogramami ale zdecydowana większość Inoue jeszcze została.